Dzisiaj opowiem Wam o naszym rodzimym Sętral Parku – Parku Śląskim w Chorzowie. Przecież nie codziennie mamy czas i ochotę, by od razu wsiadać do pociągu i odkrywać (nie)znane.

Albo są może tutaj ci, którym „chorzowski” nie po drodze i z chęcią odwiedzą go ponownie? Mimo wszystko uważam, że wart jest poświęcenia mu chwili.

Śmieszne jest to, że będąc w tym ogromnym Parku, dalej znajdujemy się w sercu aglomeracji. Niech mi ktoś jeszcze powie, że na Śląsku jest tylko węgiel...

Co można robić w chorzowskim? Chyba wszystko. W zależności od tego, jak głęboko wejdziecie w las. Ale generalnie ja polecam tradycyjne formy wypoczynku.

Może garść ciekawostek o Parku: Jest duży. Naprawdę. Liczby wam nic nie powiedzą, więc wierzcie na słowo. To tak, jakby postawić obok siebie 280 Bazylik Matki Bożej Bolesnej Królowej Polski z Lichenia Starego albo 900 pełnowymiarowych boisk piłkarskich. Ponoć co roku odwiedzają go 3.000.000 turystów (słownie: trzy miliony). Jakbym wiedział wcześniej, to nie zabierałbym się za pisanie… A może jednak ktoś nie był? Park też jest stary. Albo lepiej – Park jest w podeszłym wieku, liczy sobie 65 wiosen… co niestety widać.

Ale wróćmy do dzisiejszego clue. Co mnie urzekło w tym miejscu? Poza tym, że jestem lokalnym patriotą i zachwyca mnie wszystko, nawet konsekwentna brzydota Sosnowca, to naprawdę uważam, że jest to miejsce, gdzie można miło spędzić czas. Bez stresu, pogoni, jak to się mówi – na lajcie. Jak mi się znudzi łażenie w kółko, to zawsze mogę wsiąść w tramwaj i wrócić do domu. Jak dalej będę chciał tam pobyć, to włożę rolki, bądź wsiądę na rower i odpocznę bardziej aktywnie. Nawet łódką mogę popływać! A poza tym mogę skorzystać z wielu innych atrakcji Parku.

Internety mówią, że wśród nich są:
- Śląskie Wesołe Miasteczko (ostatnio się nawet nie porzygałem!);
- Planetarium Śląskie (czułem się jak na wsi; gwieździste niebo, cieplutko, trzymanie za rękę… <3 );
- Śląski Ogród Zoologiczny (owszem, nie jest to Wrocław, ale i tu znajdzie się coś ciekawego. Są na przykład Żanety. Żenety i to od razu afrykańskie!);
- Śląski Park Linowy (to jeszcze przede mną);
- Stadion Śląski (ciągle in progress, ale nawet to można potraktować jako atrakcję);
- Kolejka Linowa „Elka” (warto spojrzeć na Park z lotu prącia);
- Kolejka wąskotorowa (a to dla fanów Tomka i jego przyjaciół);
- Skansen (coś dla hipsterów).

Poza tym można się zachwycić po prostu miejscem: licznymi ścieżkami spacerowymi (na stronie Parku jest przygotowanych kilka wariantów wędrówek), rosarium, bylinarium, łąkami, jeziorami, lasami. Są ścieżki, gdzie nie spotkamy nikogo! Gdyby miejsce było tylko bardziej doinwestowane, myślę, że można by mu było poświęcić więcej niż jeden dzień. Ale wszystko w swoim czasie. Nie od razu Krym podbito!

Warto śledzić sezonowe wydarzenia, bo właśnie one sprowadzają do Parku te miliony zwiedzających. Festyny, koncerty, biesiady, wydarzenia sportowe. Zawsze dla każdego coś się znajdzie. A dzieciakom można kupić balona. Cały rok.

Napomknę jeszcze o, wydaje mi się korzystnej, ofercie Parku. Za 90 złotych, tyle kosztuje bilet, przez cały sezon możemy jednorazowo skorzystać ze wszystkich wspomnianych wyżej atrakcji, a dodatkowo wykorzystać zniżki w hotelach i punktach gastronomicznych partnerów Parku. Za zaoszczędzone pieniądze można kupić dzieciom więcej balonów.
Więc to tak w skrócie,

Slaskie.