Posłowie nadal nie mogą się zdecydować, co zrobić z opłatami za wjazd do centrów miast. Podczas niedawnego posiedzenia Komisji ds. Energii i Skarbu Państwa, kiedy jednogłośnie przyjęto poprawkę, mocą której opłata pozostała w projekcie ustawy w tej sprawie, ale jest skonstruowana w taki sposób, że mało kogo będzie dotyczyła. Tak ocenił to wnioskodawca, poseł Kukiz ’15, Krzysztof Sitarski.

Opłata będzie obowiązywała tylko w godzinach 9,00 - 17,00 w strefach czystego transportu, które będą mogły wytyczyć u siebie władze miast liczących powyżej 100 tys. mieszkańców i to tylko tam, gdzie zwarta, śródmiejska zabudowa jest określona w planie zagospodarowania przestrzennego lub studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy. Wyznaczenie górnego limitu 25 zł na dobę za wjazd do takiej strefy jest logiczną konsekwencją ograniczenia opłat do ośmiu godzin dziennie.

Powtórka z poprawki

Wprowadzanie opłat za wjazd do stref czystego transportu dla „brudnych aut”, czyli wszystkich poza elektrycznymi, wodorowymi i gazowymi, przewiduje procedowana właśnie nowelizacja ustawy o biokomponentach, która ma zmienić przyjętą w styczniu ustawę o elektromobilności.
W tamtym dokumencie opłata (maksymalnie 3 zł za godzinę i 30 zł dziennie) była, ale posłowie ją usunęli. Miasta wprawdzie będą miały możliwość tworzenia takich stref, ale bez opłat nie mają one sensu.

Opłaty za wjazd do centrum miast są skutecznym narzędziem, które ogranicza ruch samochodowy, a tym samym zanieczyszczenie powietrza i korki,. Tak jest m.in. w Londynie, Sztokholmie i Mediolanie. Kierowca, gdy stwierdzi, że za przejazd przez miasto będzie musiał sporo zapłacić, bardziej się zastanawia, czy rzeczywiście musi jechać samochodem, czy może lepiej skorzystać z transportu publicznego. Bardziej ogólnie, ta opłata ma być zachętą do zakupu aut z czystszym napędem.

W ustawie, nad którą teraz pracują posłowie próbowano tę opłatę przywrócić, choć nieco niższą. Miało to być najwyżej 2,5 zł za godzinę oraz 25 zł za dobę. To co prawda mniej niż w większych miastach kosztuje bilet komunikacji miejskiej, a także ułamek tego co płaci się w innych miastach w Europie (dziś w Londynie auto wjeżdżające do centrum płaci w sumie 21,5 euro, niezależnie od tego czy wjeżdża na kwadrans, czy na cały dzień), ale zawsze coś.
Tymczasem, sejmowa Komisja ds. Energii i Skarbu Państwa jednogłośnie przyjęła poprawkę zgłoszoną przez Krzysztofa Sitarskiego (Kukiz’15, to ten sam poseł, który poprzednio „wyrzucił” opłaty z ustawy o elektromobilności), Andrzeja Maciejewskiego (Kukiz’15) oraz przewodniczącego komisji Macieja Małeckiego (PiS). Wynika z niej, że pozostanie tylko stawka nie większa niż 2,5 zł za godzinę. Znikła natomiast opłata 25 zł za dzień parkowania. To logiczna poprawka, bo możliwość pobierania opłat ograniczono do godzin 9,00 -17,00, czyli do godzin szczytu, kiedy samochodów jest najwięcej, więc i najbardziej kopcą, i powodują permanentne korki.

Możliwość wyznaczania miejskich ekostref, poprawką posłów Kukiz’15 i PiS, ograniczono do miast powyżej 100 tys. mieszkańców. Strefy czystego transportu nie będzie więc ani np. Sopocie, ani w Zakopanem, choć okresowo mierzą się one z ogromnym napływem samochodów. Ograniczono je też do gęstej, śródmiejskiej zabudowy określonej w miejskich dokumentach.

Biedni polscy kierowcy

– Jestem przeciwnikiem tak wysokich opłat za wjazd do stref czystego transportu, tak jak 99 % użytkowników samochodów spalinowych w Polsce, których nie stać na to, żeby kupić samochód hybrydowy z „pluginem”, ani na elektryczny czy jeszcze inny, wysokiej technologii – tłumaczył poseł Sitarski podczas posiedzenia komisji

Wspomniał, że chodzi o to, żeby jak najbardziej ograniczyć koszt tych opłat dla obywateli. – Nie jest to poprawka moich marzeń, ale chyba jedyna, wokół której może powstać konsensus. Pozwoli na dowiezienie dzieci do przedszkola rano i odwiedzenie rodziny w centrum miasta… – mówił dalej i sprawiając wrażenie, jakby było to możliwe wyłącznie samochodem.