Ci, którym auta nie chciały odpalić po tej nocy, mają prawo do odszkodowania.

Warunkiem jest posiadanie dowodu zakupu paliwa. Z czym większość z nas nie będzie miała problemu. Drugi konieczny warunek to pobranie próbki paliwa z baku. Wedle naszego przekonania, graniczącego z pewnością, paliwo to będzie odbiegało od jego oficjalnej specyfikacji. Benzyna będzie miała zbyt mało oktanów, a w oleju napędowym znajdzie się woda.

Samochody, które mimo usilnych prób nie chcą odpalić, to codzienność pod naszymi domami. Dlatego we wszystkich dużych sklepach przed zimą pojawiają się akcesoria do pomocniczego uruchamiania pojazdów spalinowych – kable, specjalne spreje z mieszanką paliwową, a nawet zestawy rozruchowe.

Wszystko dlatego, że jakość paliwa sprzedawanego na naszych stacjach paliw, jest fatalna.

- U was w Polsce chyba jest jakieś dziwne paliwo, niezbyt dobrej jakości – mówi Barbora, właścicielka kompleksu turystycznego w Liptowskim Mikułaszu na Słowacji. - Po poprzedniej nocy 100 proc. samochodów z Polski nie zapaliło – dziwi się.

Liptowski Mikułasz w zimie jest oblężony przez turystów za sprawą Tatralandii, Beszeniowej i wielkiego ośrodka sportów narciarskich w Jasnej. Goście pani Barbory to przedstawiciele następujących nacji: Czesi, Słowacy, Węgrzy, Ukraińcy, Rosjanie, Białorusini, Litwini i Polacy. Przy czym Polacy stanowią przynajmniej połowę gości. Na trzech parkingach kompleksu turystycznego samochody z rejestracjami katowickimi i sosnowieckimi (być może widoczne na zdjęciu).

Po nocy z 6. na 7. stycznia zaskakujące było to, że wszystkie samochody z polskimi rejestracjami miały kłopot z uruchomieniem. Całe 100 proc. gości z Polski. Auta pozostałych turystów odpalały bez problemu.

Kontrole jakości paliwa są w Polsce stale prowadzone. Wykonuje je Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. I ciągle jest problem. Bardziej się bowiem opłaca płacić kary i nadal oszukiwać niż sprzedawać paliwo dobrej jakości. Kilka miesięcy temu głośno było o problemach kilku koncernów paliwowych, mających stacje w Katowicach i Sosnowcu. Stacje sprzedawały paliwo, w którym było tyle wody, że samochody nie mogły po zatankowaniu odjechać. Dotyczyło to zarówno oleju napędowego, jak i benzyny. Szczegóły w tekście, do którego link na końcu artykułu. Z nazwy wymieniony jest tylko jeden koncern, ale kłopoty były również na stacjach paliw innych koncernów, które sprzedawały paliwo dostarczane przez tego samego producenta).

Zdaniem dwojga prawników, których zapytaliśmy o opinię, w sytuacji podejrzenia, że przyczyną kłopotów z uruchomieniem samochodu, jest złe paliwo w baku, możemy ubiegać się o odszkodowanie. Powinniśmy otrzymać zwrot kosztó zakupu paliwa, a także zwrot innych wydatków (wezwania pomocy drogowej, czy choćby taksówkarza z kablami rozruchowymi). Czy sąd na pewno zasądzi odszkodowanie? Tu sprawa nieco bardziej złożona. Sąd może chcieć analizy jakości paliwa, ale jeśli badanie potwierdziłoby, że to co mieliśmy w baku odbiegało od tego, co oficjalnie nam sprzedano, werdykt powinien być oczywisty.

Możliwe, że nawet nie trzeba będzie angażować sądu. Czasem wystarczy dobrze sformułowane pismo do sprzedawcy z informacją, że w razie odmowy zwrotu pieniędzy za zakupione paliwo poinformujemy UOKiK.

Link do tekstu o fatalnych skutkach tankowania na stacjach w naszym regionie:
http://katowice.dlawas.info/wiadomosci/w-baku-woda-lub-galareta/cid,8872,a