W Katowicach jednocześnie są puste mieszkania i rodziny, które nie mają gdzie mieszkać. Skąd ten paradoks?

Własne mieszkanie to marzenie każdej rodziny, i nie tylko jej. Spełnić je można na dwa sposoby - kupić lub wynająć. Chociaż w świadomości wielu mieszkanie komunalne czy socjalne, jest podarunkiem od władz miasta, tak nie jest. To najem, jak inne, tyle że najemca ma tu więcej praw niż najemcy domów prywatnych. Minusem jest to, że nie mogą sobie wybrać metrażu ani lokalizacji.

Wbrew temu, co się powszechnie sądzi, to nie miasto jest teraz największym wynajmującym. Czasy się zmieniły, zasób mieszkań komunalnych przez ostatnich dwadzieścia pięć lat, znacznie się skurczył. Wiele kamienic powróciło do dawnych właścicieli, inne przeszły do nowych właścicieli, ale zdecydowana większość z nich trafiła w ręce prywatne.

W innych budynkach, również tych należących do miasta, utworzono wspólnoty mieszkaniowe. Ze świecą można szukać domów, w których wszystkie mieszkania są w rękach gminy. Trudno się więc dziwić, że władze miasta starają się ograniczyć wynajem mieszkań do osób w najtrudniejszej sytuacji - zarówno materialnej, jak i mieszkaniowej. Poniekąd zresztą szkodząc sobie, bo wynajem mieszkań komunalnych wcale tani nie jest i wielu najemców spełniających wymagania wcześniej czy później zaczyna mieć problem z opłatami.

Z tego powodu coraz większym powodzeniem cieszą się nowe mieszkania deweloperów, a mniejsze zainteresowania mają mieszkania na rynku wtórnym.

- Kilka lat temu, miałem dylemat, czy kupić mieszkanie na rynku wtórnym, czy w Bażantowie. Wybrałem Bażantowo, ponieważ opłaty za mieszkanie były o wiele tańsze. Wszystko jest energooszczędne, więc nieporównywalnie mniej płacę za media, do tego mam całodobową ochronę – mówi Mariusz K.

Mariusz i jemu podobni są jednak w o tyle dobrej sytuacji, że mogli kupić mieszkanie. Wielu innych na to nie stać albo się boją długoletniego kredytu. Wiadomo – sytuacja na rynku pracy jest niepewna i w każdej chwili można stracić pracę, a z nią mieszkanie i wpłacane latami pieniądze. Muszą zdać się na wynajem.

Choć nie ma u nas ulicy, na której nie byłoby choć jednego pustego mieszkania, zamieszkanie w nich graniczy z cudem. Część z nich to mieszkania wykupione na własność, których właściciele przebywają za granicą. Są praktycznie nie do ruszenia. Inne znajdują się w prywatnych kamienicach, których właściciele, w obawie przed niepłacącymi lokatorami, szukają coraz dziwniejszych zabezpieczeń. Ale sporo, ok. 1 tys. pustostanów jest własnością miasta. Na ich utrzymanie miasto wydaje rocznie 3,5-4 mln. zł.

Kilkadziesiąt pustostanów to lokale przeznaczone dla ofiar klęsk żywiołowych. Resztę z powodzeniem można by przeznaczyć na zaspokojenie potrzeb mieszkańców. Niestety, na przeszkodzie stoi fakt, że miasta po prostu nie stać na przeprowadzenie w nich remontu. Bardzo praktycznym rozwiązaniem jest zainicjowany w ubiegłym roku program „Mieszkanie za remont”.