Bramkarz wypożyczony z Udinese bronił w Sosnowcu świetnie i był jednym z „ojców” wygranej nad Zagłębiem. Zdobywcą jedynej bramki spotkania był Sebastian Gielza.

Przez obserwatorów zostałeś jednogłośnie okrzyknięty bohaterem meczu z Zagłębiem. Jakie odczucia po tej wygranej?

- Jestem szczęśliwy po swoim występie, chłopaki w szatni też są szczęśliwi. To był ważny, przełomowy mecz dla nas, dlatego że potrzebowaliśmy tych punktów jak wody. Wiemy, jaka jest sytuacja w tabeli. Z pewnością przydadzą nam się te trzy „oczka”, a wciągnęliśmy też kolejne zespoły do gry o utrzymanie. Zostało sześć kolejek i 18 punktów do zdobycia, my potrzebujemy ich łącznie 40, więc na tym trzeba się skupić. Jeśli będziemy grali tak konsekwentnie w obronie, jak w tym meczu, to na pewno wszystko potoczy się po naszej myśli.

Doczekałeś się wreszcie meczu na zero z tyłu. Ulga?

- To cieszy, bo zawsze czegoś brakowało; popełnialiśmy jakieś błędy w obronie. Tak jak jednak już kiedyś mówiłem, dla mnie zero z tyłu nie jest najważniejsze. Istotne, by zespół wygrywał, a jak do tego jest jeszcze czyste konto, to radość jest podwójna. Mogę pogratulować chłopakom, że tak dobrze wspierali mnie w obronie i w końcu nie straciliśmy gola.

Najtrudniejszy moment to początek drugiej połowy, gdy Zagłębie mocno zaatakowało?

- W pierwszej połowie mecz był tragiczny. Nic się nie działo, tylko przekierowywanie piłki od jednego zawodnika do drugiego, no i jeszcze to słońce, które dość mocno biło… Można było się mocno „zamulić”. W drugiej połowie był taki okres, gdy Zagłębie nas przycisnęło. Byliśmy jednak dobrze zorganizowani w obronie, wytrzymaliśmy to ciśnienie i w końcówce udało nam się strzelić bramkę. Fajnie, jest radość, ale już trzeba myśleć o dalszej ciężkiej pracy, bo dużo jej nas czeka, by osiągnąć to, co chcemy.

„W pierwszej połowie mecz był tragiczny”. Dlaczego oglądało się to tak ciężko?

- Nie mogliśmy się za bardzo podpalać, za mocno otworzyć, by Zagłębie nie miało za wiele luzu w środku pola. Staraliśmy się pozamykać wszystkie strefy. Przez 45 minut nic nam z tej gry nie wychodziło, dopiero w drugiej połowie musieliśmy się trochę otworzyć, bo nie mamy nic do stracenia i musimy wygrywać. Dlatego też Zagłębie miało sytuacje, ale fajnie się stało, że wszedł Sebastian i uderzył tak precyzyjnie, że wygraliśmy to spotkanie.

Z meczu na mecz prezentujesz się tej wiosny coraz lepiej.

- Do każdego meczu staram się podchodzić tak samo. Czy to kolejka nr 7, czy 18 – robię swoje. Czas generalnie działa na naszą korzyść. Chcemy się pokazywać z jak najlepszej strony, bo kilku chłopaków potrafi dobrze grać w piłkę. Teraz przyjechała telewizja, wygraliśmy, to pójdzie w świat. Tylko się cieszyć.

Z Arką gramy już w piątek. To dobrze?

- Dla mnie – super, bo bardzo nie lubię, kiedy jest długa przerwa między meczami. Tak było po Płocku i przed GKS-em. 9 dni, masakra. Powinno być ich 6, gdy jest więcej, to aż nie wiadomo, co na treningach robić. Im szybciej, tym lepiej – zwłaszcza że teraz żyjemy tym, że zwyciężyliśmy. I że możemy pokonać każdego w tej lidze, bo uważam, że jesteśmy bardzo dobrym zespołem.