Pigułka antykoncepcyjna "dzień po" będzie trudniej dostępna.

Pigułki antykoncepcyjne "dzień po" od kilku lat były w Polsce sprzedawane bez recepty. Tak jest od dawna w wielu krajach Europy. Kiedy u nas po taki środek trzeba było zapukać do lekarza, w Czechach, na Węgrzech czy w Niemczech, po prostu szło się do apteki.

Tabletka "dzień po" w Polsce wzbudza kontrowersje, gdyż stosuje się ją po stosunku. Nie dopuszcza ona do zapłodnienia komórki jajowej. Dwa lata temu podjęto w Polsce decyzję, że należy umożliwić kobietom swobodny dostęp do tej formy antykoncepcji, bez upokarzającej wizyty u lekarza, którego trzeba było prosić o wypisanie recepty. W aptekach sprzedawano tabletki wszystkim osobom powyżej 15 roku życia. W praktyce oznaczało to, że bez dodatkowych wyjaśnień matka mogła ją kupić córce mającej 15 lat lub mniej, która np. zabalowała na prywatce.

To się zmieni. Rząd zdecydował, że tabletka "dzień po" znowu będzie do kupienia wyłącznie z ważną receptą. W ten sposób kobietom funduje się przykre sytuacje. Jest to środek stosowany wyłącznie w wyjątkowych wypadkach (jak ten wskazany powyżej). Zmusza się panie do żenujących wyjaśnień, typu: "Panie doktorze, w trakcie seksu z mężem pękła prezerwatywa".

W Polsce dostępne są dwa rodzaje tabletek "dzień po". Jedną należy przyjąć najpóźniej 3 dni po stosunku. Drugą do 5 dni po nim. Na szczęście mieszkamy stosunkowo niedaleko granicy z Czechami, gdzie tabletki "dzień po" sprzedaje się na żądanie.