Najpierw Knurów, potem Katowice, następnie Bystra pod Bielskiem. Seria skażeń wody pitnej w woj. śląskim. Zwolennicy tzw. kranówy powinni pamiętać, że zatrucie bakteriami coli może mieć ciężki przebieg, a nawet spowodować śmierć.

Do najpoważniejszego skażenia wody pitnej doszło kilka tygodni temu w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach. Wykryto niebezpieczną bakterię tam, gdzie nie powinno jej być – czyli już w wewnętrznej sieci szpitala. W wodzie stosowanej do mycia dzieci czy do przygotowywania im posiłków, mycia, prania i używanej do celów sanitarnych.

Skażenie miało na tyle poważne konsekwencje, że trzeba było wstrzymać wszystkie operacje, a tych pacjentów, którzy nie wymagali bezwzględnej hospitalizacji, odesłać ze szpitala do domów. Przeczyszczono filtry szpitalne. Odkażono je za pomocą bardzo mocnej dawki chloru. Pozostaje jednak pytanie, jak to możliwe, że do skażenia doszło w szpitalu. Na szczęście zadziałały procedury i zatrucie wody w porę wykryto.

Wcześniej bakterie coli wykryto w wodociągach miejskich na terenie Knurowa. Powiatowy Inspektor Sanitarny w Gliwicach natychmiast wydał stosowny komunikat, przestrzegając mieszkańców przed używaniem wody wodociągowej inaczej niż po przegotowaniu. Pod wpływem wysokiej temperatury bakteria coli ginie.

Teraz bakterie coli wykryto w wodociągu w Bystrej. Jest to miejscowość chętnie odwiedzana przez mieszkańców aglomeracji śląskiej. Powiatowy Inspektor Sanitarny w Bielsku-Białej zakazał mycia się, kąpieli i spożywania skażonej wody.

Istnieją dwa podejrzenia źródła skażenia. Pierwsze, że w rejonie ujęcia wody pitnej padło zwierzę i ulega rozkładowi. Drugie podejrzenia dotyczy kanalizacji ściekowej w rejonie góry Szyndzielni. Możliwe, że ktoś nielegalnie odprowadzał ścieki, albo w inny nieznany jeszcze sposób przeniknęły do ujęcia wody pitnej.