Przyglądałam się kolorowej reklamie znanej marki spożywczej promującej w telewizji swój produkt – sos boloński w proszku. Wystarczy dodać mielone mięso (bez budy, jeśli to możliwe), makaron (niech będą i świderki) oraz żółty ser (nie zielony, nie czerwony).

Proste i tanie (?) danie, wydawałoby się - idealne dla studentów. Wytężyłam umysł i zaczęłam się zastanawiać, kiedy ostatnio jadłam ragu’ alla bolognese (oryginalna nazwa). Zdziwiłam się, bo chociaż moja Alma Mater znajduje się właśnie w Bolonii, chyba nigdy w gronie studenckim go nie jedliśmy. Który z nas, żaków, ma czas gotować sos trzy godziny (nie zapominając o mieszaniu)? Choć z drugiej strony, czyż przeciętny student, gdy ma do wyboru: naukę, bądź mieszanie sosu przez trzy godziny (ewentualnie mycie okien), zdecydowanie nie wybierze drugiej opcji?
No dobrze, przeanalizujmy to dalej. By przygotować sos ragu’ wystarczy wygrzebać kilka „resztek” z lodówki, a mianowicie: cebulę, marchewkę, seler naciowy, mieloną wieprzowinę, mieloną wołowinę, mortadelę, boczek, pomidory, liście laurowe, mleko, oliwę dobrej jakości, parmezan – w każdej studenckiej lodówce jest tego na pęczki, prawda? Kiedy już przygotujemy wspaniałe ragu’ alla bolognese wystarczy nalać sobie resztę czerwonego wina (ono też było potrzebne do sosu) zacząć uczyć się do poprawki i zadzwonić do rodziców prosząc o dosłanie kilku groszy (bądź centów).

Ragu’ alla bolognese to ogromna świętość kulinarna Emilii Romanii czyli regionu, z którego pochodzi. Gdy więc mamy ochotę skosztować tego wyrazistego sosu sugerowałabym dobrą knajpkę albo obiad u babci znajomej Włoszki, która używa przepisu przekazywanego z pokolenia na pokolenie. Właśnie dlatego my, studenci najstarszego uniwersytetu na świecie, rzadko kosztujemy tagliatelle bądź lasagne z sosem bolońskim. Zamiast tego zajadamy się: pieczonym koprem włoskim okraszonym bułką tartą, soczystymi pomidorami z chrupiącą sałatą, smażonymi bakłażanami zapiekanymi z mozarellą, duszonymi cukiniami z pszenicą płaskurką, jędrnym makaronem z pesto, ryżem z małżami, ziemniakami z rozmarynem… Ale nigdy, przenigdy, sosem bolońskim z proszku/słoika.
Myślę, że polscy studenci mają trochę gorzej, bo nasza ojczyzna nie jest tak bogata w owoce i warzywa jak Włochy. Jestem przekonana jednak, że da się jeść tanio, szybko i smacznie. Czy kupowanie i jedzenie tych wszystkich sproszkowanych „E” nie jest jakimś umyślnym wypaczaniem naszego podniebienia? Skoro jesteśmy przyszłością tego świata i kształcimy się w różnych dziedzinach nauk, to może i warto potraktować też z profesorską powagą naszą kulturę kulinarną?
Zapraszam na nową serię włoskich, studenckich przepisów, które przygotujecie w trymiga, a i wystarczy jeszcze na wino.

Kasza pęczak z duszonymi warzywami i serem:
składniki:
- dwie szklanki kaszy pęczak
- pół cebuli
- cukinia
- papryka
- pół bakłażana
- pomidorki koktajlowe
- łodyga selera naciowego
- ser (może być mozzarella, ale w tym wypadku gouda, edam czy masdamer też się świetnie sprawdzą)
- oliwa z oliwek
- sól i pieprz do smaku

Sposób przygotowania:
Kaszę ugotować w osolonej wodzie tak, jak jest napisane na opakowaniu (zazwyczaj około 20 minut). Umyć wszystkie warzywa. Obrać cebulę, pokroić ją w drobną kostkę i podsmażyć na oliwie. Po chwili dodać pokrojoną w kostkę cukinię, paprykę i pół bakłażana, dusić przez 15 min na przykrytej patelni. Do miski wsypać pokrojony w kawałeczki seler naciowy, pomidorki koktajlowe i pokrojony w kostkę ser. Odcedzić i przestudzić (lub zalać zimną wodną) kaszę pęczak i dodać duszone warzywa. Wszystko pomieszać i podlać delikatnie oliwą, posolić i popieprzyć. Danie idealnie sprawdza się na wynos.

Miss Prosecco