W sobotę rano (choćby i nawet bolała nas głowa), warto nie spać do 12 tej, ale włożyć wygodne buty i wybrać się na pobliski targ.

Każde miasto na świecie ma swój – w Rimini odbywa się on w środy i soboty, ale uważam, że zdecydowanie ważniejsze znaczenie społeczno-kulinarne ma ten drugi.

Po pierwsze, targ do doskonałe miejsce, żeby wymienić się najnowszymi plotkami, apetycznymi kąskami nowinek z życia sąsiedztwa i znajomych (Antonio znowu ma kochankę, biedna Rosella; córka Montecchich prowadza się z tym od Rossich, kto by pomyślał!; rozkopali już drogę przy SS16, to się zaczną korki!).

Po drugie, stojąc w kolejce po najładniejsze szparagi, możemy poznać najlepsze przepisy okolicznych gospodyń (a także wymienić się nimi z nimi), dowiedzieć się gdzie kupić najsmaczniejszy ser, a który sprzedawca ostatnio miał czelność sprzedać kwaśne truskawki.

Po trzecie, mamy tu możliwość kupienia najlepszych warzyw i owoców po najlepszej cenie, – ja mam szczęście – w kwietniu, w słonecznej Italii możemy się już cieszyć delikatnymi kwiatami cukinii, karczochami, szparagami i pierwszymi melonami.

Targowe bogactwo matki natury z każdym tygodniem zaczyna się powiększać. Jeszcze miesiąc i ujrzymy te ukochane i wyczekiwane… czereśnie. I w Polsce wchodzą już dumnie na targowe salony nowalijki.  Sobotni „mercato” jest ważny, bo możemy zaopatrzyć się w sezonowe dary prosto od rolnika na cały weekend, ale przede wszystkim na niedzielny obiad. Zamiast przepłacać w sklepach bio, na hipsterskich wege-spędach, poszukajcie niedaleko waszych domów okolicznych targowisk, a przekonacie się, że można bez problemu znaleźć tam ekologiczne produkty, bez przepłacania i lansowania się z organiczną torbą na zakupy.

Gdy jestem w Katowicach, chodzę z mamą na targowisko na placu Miarki, mój tata za to jest wierny Zakładowi Targowisk Miejskich na Katowickiej.

Wracając do tematu kolejki po szparagi, to wiedzieliście, że o tej porze roku, w północnych Włoszech można wybrać się do lasu i uzbierać pęczki dzikich, cieniutkich szparagów (farciarze z tych makaroniarzy!)? Jeśli jednak nie macie takiej możliwości, kupcie zwykłe, zielone szparagi na okolicznym targu i wypróbujcie mój ulubiony przepis:

Risotto ze szparagami (wegetariańskie, ale nie musicie się przyznawać)

Składniki (na 3-4 osoby):
- 1 litr wywaru z warzyw
- pęczek szparagów
- 400g ryżu
- szklanka białego, wytrawnego wina
- oliwa z oliwek
- cebula
- zielona pietruszka
- dwie łyżki masła
- szklanka startego parmezanu
- sól i pieprz

Posiekać drobno cebulę i podsmażyć na łyżce oliwy. Gdy się zeszkli dodać ryż i poczekać 2-3 minuty, aż stanie się lekko przeźroczysty. Zalać szklanką wina i odczekać aż odparuje. Chochelką dodawać wywar z warzyw co 3-4 min mieszając energicznie. Cały proces powtarzać przez około 40 minut. W tym czasie umyć szparagi i odłamać twarde końcówki. Podgotować w lekko osolonej wodzie z kapką oliwy i szczyptą cukru przez 8-10 minut. Wyjąć, odcedzić, odkroić główki i odłożyć. Pozostałą część szparaga pokroić w kawałeczki i podsmażyć na łyżce masła na osobnej patelni. Po 5 minutach dodać je do risotta i wymieszać dodając resztkę rosołu. Ryż powinien być miękki, ale lekko al dente w środku. Gdy czujemy, że osiągnął idealną konsystencję (musimy spróbować parę razy) wyłączamy gaz, dodajemy łyżkę masła i parmezan. Nim wszystko wymieszamy przykrywamy patelnie przykrywką i zostawiamy na 3-4 min żeby odpoczęło. Po tym czasie dodajemy odkrojone, podgotowane główki szparagów, mieszamy, przekładamy na talerze i dodajemy posiekaną pietruszkę.

Buon apetit!

Miss Prosecco