Pokażę Wam dzisiaj takie Katowice, jakie widzicie w telewizji. Czerwone jak cegła. Czerwone jak Nikiszowiec.

Jako że dzielnica ta jest chyba najbardziej historyczną dzielnicą Katowic, a na pewno ma zwiększoną nośność pamięci historyczno-kulturowej, nie sposób nie zacząć opowieści od historii tego miejsca. Ale tylko odrobinę, troszeczkę.

A sięga ona XX wieku – to wtedy przy hutach i kopalniach powstały osiedla robotnicze. Wyobraźmy sobie, że stoimy na polu gdzie prym wiodą szczaw i porohy. Pustka. Rozbudowa pobliskiej kopalni Gische ciągnęła za sobą potrzebę zatrudnienia nowych pracowników – około 3 tysięcy. No, nie łatwe to zadanie. To nowe osiedle zostało więc usytuowane na terenach dzikich jak dziki. Na terenach nieznanych, porośniętych gęstym lasem.

To niełatwe już zadanie zostało jeszcze bardziej skomplikowane przez ambicje ówczesnego dyrektora. Postanowił on, że nowo budowane osiedle ma nie tylko gwarantować dach nad głową i kawałek podłogi, ale także dostarczać duchowych radości. Czyli to, że jest takie ładne, nie jest tylko dziełem przypadku. Rodziny górnicze, które wprowadzały się do nowych mieszkań, mogły poczuć się swojsko, widząc, na przykład, na ścianie jednego z budynków mozaikę róż, które zwykły ozdabiać wdzianka Górnoślązaczek.

Życie Ślązaków zawsze toczyło się, jak nie wokół chlewików i pieców do wypiekania chleba, to wokół kościoła. Dlatego też kościół św. Anny na Nikiszowcu rzuca się tak w oczy. Jest to okazały gmach z 55-metrową wieżą zwieńczoną kopułą, organami z 5350 (dla ułatwienia: pięcioma tysiącami trzystoma pięćdziesięcioma) piszczałkami, żyrandolem o średnicy 4,5 metra i powierzchnią, która może pomieścić 5, a jak się upchnie, to nawet 6 tysięcy nie/wiernych mieszkańców.



Nikiszowiec to architektoniczna perełka Katowic. Skoro tak się wyróżnia, to wykorzystuje się ją na wiele sposobów. Do tej pory Nikisz był miejscem filmów m.in.: Kazimierza Kutza i Radosława Piwowarskiego, możemy go zobaczyć w teledysku Big Cyc (do popularnej ostatnio ludowej przyśpiewki weselnej „Rudy się żeni”), a także w literaturze. Poza tym, był inspiracją dla powstania wielu malarskich dzieł sztuki, w szczególności obrazów w nurcie sztuki naiwnej. Teraz się trochę wymądrzam ;) Na Nikiszowcu działa nieprzerwanie od 70 lat grupa malarzy-amatorów nazywana Grupą Janowską. Niewprawiony widz powie, że obrazy te nie różnią się niczym od dziecięcych rysunków. I może mieć rację. Ale niewprawiony widz poczuje także, że chodzi tu o szczerość i prostotę tej sztuki. Czujcie co chcecie, ale przyznajcie też tej inicjatywie – której istnienie jest określane mianem „światowego fenomenu” – szacunek. Wiele dzieł w owym nurcie można obejrzeć na wystawie w Muzeum Śląskim. Wtorki są za darmo, więc może warto?

Architektura.
Izabela Trojanowska śpiewała swego czasu we wspaniałej piosence: „Podaj cegłę, podaj cegłę! Zbudujemy nowy dom. Na miarę naszych marzeń dom”… Myślę, że robotnicy budujący to osiedle mogliby znielubić ten utwór. Wszystko murowane. Wszystko ceglane. Od cegieł kręci się po prostu w głowie… Nikiszowiec jest stworzony z 9 zabudowań – połączonych ze sobą pierścieniowo kamienic, które otaczają dzikie podwórka. Kiedyś tętniły życiem. Życiem przy chlewikach i piekarokach. A dzisiaj… Ale. Mimo swojej, na pierwszy rzut oka, architektonicznej konsekwencji, jest to miejsce bardzo różnorodne. Tę różnorodność tworzą niesamowite szczegóły – począwszy od altan i nadwieszek, na maleńkich detalach na fasadach budynków skończywszy.

Nikiszowiec nigdy nie był „sto lat za murzynami”. Od samego początku, razem z mieszkaniami, budowano budynki użyteczności publicznej: sklepy, szkoły, kościół, gospodę, a także pralnię i łaźnię. (Dla „niedowiedzących”: kiedyś mieszkania, nie tylko te na Nikiszowcu, nie posiadały łazienek ani pralni. Uważano, że mieszkania, w których kąpało się czy prało, szybko stawały się zawilgocone i nieprzyjemne. Oczywiście nie dotyczyło to mieszkań wysokich urzędników kopalnianych, bo po co. Ich mieszkania składały się z 3-4 pokoi, kuchni i łazienki.

Prawdą jest, że całego dnia na Nikiszowcu nie spędzimy, dlatego jest kilka opcji dalszego zwiedzania. Jeszcze na samym Nikiszowcu, jeśli interesuje Was historia miejsca, polecam udać się do informacji turystycznej i tam wypożyczyć audioprzewodnik po osiedlu. Kamil Durczok poszepce Wam do uszka kilka historii o dzielnicy. Potem zachęcam do odwiedzenia Muzeum Historii Katowic, filii na Nikiszu, gdzie zobaczymy, między innymi, jak wyglądało kiedyś typowe robotnicze mieszkanie! Jeśli chcemy już opuścić Nikiszowiec. Możemy zwiedzić niewielki, ale ładny park na Bolinie, albo ruszyć w drugą stronę i zobaczyć bratnią dzielnicę – Giszowiec. Bratnią, ale zupełnie różną. Ale o tym kiedy indziej.

ŚLASKIE.