Było o Nikiszowcu, czas na starszego brata — Giszowiec. Zupełnie inny. Również wyróżniający się. Teraz także dzięki drapaczom chmur, prawie tak wysokim jak te od Alici Keys w „Empire State of Mind”. Ale, ale — też warto go zobaczyć.

Podobnie i tutaj nie sposób nie zacząć opowieści od zgłębienia jego historii. Albo chociaż pobrodzenia w niej. Dla jako takiej świadomości.

Powstanie osiedla datuje się na samiuśki początek XX wieku. Wtedy też, za sprawą tych że ludzi, którzy potem przyczynili się do powstania Nikiszowca, powstała osada robotnicza Giszowiec. Koncepcją była idea miasta-ogrodu. Wszechwiedząca Wikipedia wyjaśnia: „osiedle oddalone od centrum miasta, charakteryzujące się niską, luźną zabudową, a przede wszystkim znacznym udziałem terenów zielonych (ogrodów, skwerów, parków) w ogólnej powierzchni miasta”. No i taki jest Giszowiec. Albo raczej był. W sumie to nie wiem. Trzeba to zobaczyć samemu.

Naszą uwagę powinny zwrócić przede wszystkim te zabytkowe części Giszowca. Miasta ogrodu. Zdecydowano się na budowę takich domów, które umiliłyby robotnikom, pochodzącym zwykle ze wsi, życie w rozrastającym się mieście kopalń i kominów. Dlatego też powstały tam niewielkie dwu bądź kilkurodzinne domy. Do dyspozycji ich mieszkańców był kolorowy ogród, a w nim wychodek. Warto zauważyć, że na jednej ulicy nie sposób było spotkać dwóch takich samych domków. Giszowiecki kalejdoskop :)

Poza samymi domkami warto zwrócić się ku:
Placowi pod Lipami — kiedyś, kiedyś plac targowy. Dzisiaj centrum kulturalne Giszowca. Znajduje się tam kilka godnych uwagi budynków idealnie wpisujących się w wizualną ideę osiedla.
Domom towarowym — znajdują się na Placu pod Lipami. Stumetrowy ciąg zabudowań, w których od najwcześniejszych lat mieściły się sklepy i lokale usługowe. Tak jak dzisiaj.
Dawnemu nadleśnictwu — budynek, w którym dzisiaj mieści się kołchoz z dziećmi, zwany po polsku przedszkolem. Wyróżnia się architekturą. Wielka, łamana bryła estetycznie zgadza się ze starogiszowieckim pojęciem i obrazem osiedla.
Willi Dyrektora (Willa Uthemanna) — ważny historycznie budynek, w którym mieściło się tyle instytucji, że trudno zliczyć. Kiedyś przede wszystkim służyła ludowi. Było to lubiane miejsce na spacery, wypicie kawy i herbaty. Z ciekawszych rzeczy, legenda głosi, że z budynku prowadzą podziemne tunele, którymi w latach ciężkich, przede wszystkim w latach okupacji, można było uciec aż do lotniska na Muchowcu!
Wieży ciśnień — skrytej za drzewami, ale zaraz obok drogi ekspresowej, dużej, imponującej, wręcz breftejking budowli służącej kiedyś osiedlu. Dzisiaj może trochę zapomnianej.

Nawet skupiając się tylko na zabytkach Giszowca, w oczy usilnie kłują te azbestowe molochy. Jak dobrze wiecie, natrafić na inteligentną władzę nie jest łatwo, tak też było w roku 1969, kiedy to postanowiono wyburzyć dotychczasową zabudowę Giszowca, co by na jej miejscu postawić budynki mieszczące w sobie więcej niż dwie rodziny. A miało się to jeszcze pięknie ideologicznie nazywać osiedlem Stanisława Staszica. Ktoś się w końcu opamiętał i wyburzeń zaprzestano. Niestety, już po destrukcji 2/3 osiedla. Tutaj dla zgłębienia historii polecam film pana Kutza, pt. „Paciorki jednego różańca”. Opowieść o powyższej opowieści.

Taki Giszowiec. Może nie ma tu tylu atrakcji, ale oglądany razem z Nikiszowcem pozostawia miłe wrażenie. A jeśli jeszcze wsłuchać się w jego, ich historię! Jest czemu poświęcić czas. A można spędzić go chociaż inaczej niż przed telewizorem.
Slaskie.