Szanowni Państwo, za nami pierwszy tydzień wyprawy „Rowerem przez Islandię”. Niepełnosprawny mieszkaniec Katowic - Dariusz Sobczak wraz z rodziną i ekipą fotograficzną pokonują kolejne kilometry w aurze, która nie zawsze sprzyja rowerowym wyprawom.

Silny wiatr, mgła i ulewne deszcze nie pomagają teamowi w pokonywaniu kolejnych kilometrów. Po całodziennych zmaganiach noc w temperaturze spadającej poniżej 7 stopni Celsjusza.

Załączam zdjęcia podsumowujące pierwszy tydzień wyprawy oraz „pamiętnik” jej bohaterów.

Dzień 1, poniedziałek

Podróż bez niespodzianek. O godzinie 1 i po 16 godzinach docieramy do pensjonatu w Danii oddalonego zaledwie o 14 km od portu z którego będziemy wypływać.

Teraz 4 godziny snu i pobudka na prom.

 

Dzień 2, wtorek

Prom odpłynął punktualnie. Wypływamy w pełnym słońcu. Po zakwaterowaniu, idziemy na najwyższy otwarty pokład tego 8 piętrowego statku. Po dzisiejszych 4 godzinach spania ucinamy sobie na pokładzie trzecim godzinną drzemkę ubrani w kurtki puchowe i owinięci w śpiwory. Przez najbliższe dni słońce będzie towarem deficytowym, gdyż Islandia obecnie tonie w chmurach i deszczu.

 

Dzień 3, środa

Dopłynęliśmy do Wysp Owczych. Jesteśmy już pod wpływem ogromnego niżu który obejmuje swoim wpływem zarówno Wyspy Owcze, jak i Islandię. Leje jak z cebra. Pułap chmur na wysokości około 60 m. W mieście pełno małych kolorowych domków. Jest tu pięknie!

 

Dzień 4, czwartek

Zaczęliśmy podróż przez Islandię w ulewnym deszczu. W porcie temp 11 st. wspinamy się przez 10 km na przełęcz na wysokość 600 m. na przełęczy leżą jeszcze płaty śniegu. temp. 7 st. Docieramy do kempingu w Egilssadur. Tu ciepłe jedzenie i wyruszamy na oglądanie Maskonurów. W końcu dojeżdżamy do wzgórza, na którym siedzi cała gromada tych ślicznych ptaszków wyglądających jak kolorowe pluszowe zabawki dla dzieci.

 

Dzień 5, piątek

Dzisiejszy odcinek 53 km był bardzo zróżnicowany. Początkowo wiatr wiejący prosto w twarz mocno nas spowalniał. Potem silna mgła, w końcu ulewa. Michał dwie dziury w oponie. Opona do wyrzucenia. Finalnie sukces. Docieramy do kempingu. Teraz czeka nas noc w temperaturze 7 st.

 

Dzień 6, sobota

Noc udało się przetrwać choć nie było łatwo. Spałem w kurtce puchowej. Rano jakby niebo się rozerwało. Lało jak z cebra. Pod dwóch godzinach ulewy, po raz pierwszy od czasu wypłynięcia z Danii zobaczyliśmy słońce. Jeszcze tylko wymiana opony w rowerze Michała i ruszamy w drogę. Reanimacja opony w rowerze Michała nie ma sensu. Kamyki powulkaniczne są tak ostre, że wbijają się w oponę. Przy islandzkiej pogodzie, zbawieniem na kempingach jest tzw. przestrzeń publiczna. – to zadaszone, ogrzewane pomieszczenie gdzie można przygotować sobie jedzenie, posiedzieć i się ogrzać. Na różnych kempingach przestrzeń publiczna jest różnie rozwinięta, ale zawsze jest zbawieniem dla podróżnika. Poranny rozruch trwa bardzo długo, ale nic dziwnego skoro przed wyjściem z namiotu muszę założyć: bieliznę aktywną, ciepłe polarne spodnie, spodnie narciarskie i nieprzemakalne spodnie żeglarskie. Do tego buty zimowe, nieprzemakalną osłonę na buty. U góry warstw nie jest mniej.

Jesteśmy na końcu świata w Modrudalsleid. Jest zimno, pochmurnie i pięknie. Krajobraz księżycowy. Ogromna równina z górami i stożkami wulkanicznymi wyglądającymi jak ogromne kopce kreta. Dzisiaj jechaliśmy co prawda bez deszczu. Ale około 20 km w chmurach przy widoczności 40 m. W chmurze byliśmy zupełnie niewidoczni. Na szczęście jeden Kadjar jechał cały czas za nami sygnalizując innym samochodom, że jadą rowerzyści. W wiosce znajduje się kilkanaście domków z dachami porośniętymi trawą na kempingu nie ma prądu. Wieje mocno co potęguje poczucie chłodu.

 

 

 

Aktualna pozycja wyprawy, zawsze na: https://bit.ly/2XOp5Vl

 

Wyprawa „Rowerem przez Islandię” zorganizowana została z okazji 25-lecia Renault Pietrzak.