Dzisiaj zapraszamy na spacer po Katowicach. Już nie raz wspominaliśmy, że Katowice są dzieckiem industrializacji, modernizacji i rozwoju przemysłu lat minionych. Poza osiedlami-skansenami, które wręcz uważa się za synonimy Katowic, jest jeszcze jedna architektoniczna perełka, o której w tym tekście. Jest to katowicka moderna.

Lata 20 i 30 XX wieku to napływ do miasta nowych mieszkańców. Z racji musu pomieszczenia ich gdzieś zaczęto budować. Ale by nie były to budowle oczywiste i nudne, postanowiono zrobić coś na wzór amerykańskiego Chicago [czyt: czikago]. Wybudowano mnóstwo kamienic, willi, wieżowców, które wyróżniały się swoją nie tylko wizualną wyjątkowością, ale także funkcjonalno-użytkową unikatowością.

Moderna ma kilka ważnych cech, które odróżniają ją od zwykłych molochów z taką werwą budowanych w latach PRL-u. W oczy rzuca się prostota i minimalizm budynków. Wielkie i puste ściany. Płaskie dachy i tarasy. Wykorzystanie betonu, stali i kontrastowo — ogromnych okien. Łatwiej to zauważyć zwracając się ku poszczególnym przedstawicielom gatunku, dlatego też zapraszamy do galerii.

Ale zanim zdjęcia. Katowicka moderna jest ewenementem w skali światowej. Jest rozpoznawalna i szanowana. I nie trudno się temu dziwić. Nie trudno się dziwić też temu, że poświęcono już jej kilka artykułów, spotkań i książek. Ba, poświęcono jej nawet fundusze europejskie, tworząc w Katowicach „szlak moderny”. Szlak ten liczy sobie 5,5 km i zahacza o najbardziej reprezentacyjne budynki w tymże duchu, m.in. kościół Garnizonowy, gmach Urzędu Skarbowego przy ul. Żwirki i Wigury, czy dom mieszkalny przy ul. Podchorążych.

Na trasie stoją multimedialne tablice, które jeszcze bardziej pozwalają wam zagłębić się w ideę modernizmu ;)
Nie będzie to spacer męczący, ale na pewno wartościowy i inny od wszystkich wcześniej odbytych. Miasto to nie tylko mrowisko z hałasem ulic i szarymi przechodniami. Podnieśmy więc wzrok i podziwiajmy to, obok czego zwykle przechodzimy obojętnie.

Slaskie.