Pół tysiąca lat ma drewniany kościółek stojący w Parku Kościuszki. Wierzyć się nie chce, ale to cudne dzieło mistrzów ciesielskich ze Śląska aż pięciokrotnie próbowano spalić.

Próby podpalenia zabytkowego kościoła pod wezwaniem świętego Michała Archanioła miały miejsce pomiędzy 1995 a 1997 rokiem. Jak wspomnieliśmy aż pięć razy usiłowano z dymem puścić ten wspaniały zabytek. Podpalacze odpuścili dopiero wówczas, gdy w obiekcie i naokoło niego zainstalowano całodobowy monitoring.

A przecież ta stara świątynia jest świadectwem śląskiego dziedzictwa. Prezbiterium w kształcie prostokąta zamkniętego od strony wschodniej ma kształt charakterystyczny właśnie dla najstarszych śląskich świątyń. Zarazem ten katowicki kościółek odbiega nieco swą budową od innych budowli tego typu. Ma on kształt zbliżony do kaplicy. I tym różni się od pozostałych drewnianych kościołów budowanych na Śląsku i poza nim.



Katowicki, ale nie katowicki. Przed wojną na terenie Parku Kościuszki planowano utworzenie parku etnograficznego. I z tego właśnie względu przeniesiono tu drewniany kościół z Syryni spod Wodzisławia Śląskiego. Ta skomplikowana operacja przeprowadzona została w 1938 r. A potem już wybuchła wojna.

Kościół został wybudowany prawdopodobnie w okolicach 1510 r. Najpewniej powstał w miejscu, gdzie już wcześniej stał starszy kościół. Ten poprzedni wzniesiono znacznie wcześniej. Już w 1306 r. mowa jest o tym, że w Syryni stała chrześcijańska świątynia.

Drewniany kościół z Syryni został przeniesiony wraz z okalającym go ogrodzeniem oraz wolno stojącą dzwonnicą. Jeśli będzie go zwiedzać, zwróćcie uwagę na dach pokryty gontem. A raczej na dachy. Każdy z elementów kościoła przykryto bowiem osobnym dachem, tworząc tzw. układ śląski.

I jeszcze jedna ciekawostka. Łączenia konstrukcji wykonano bez użycia gwoździ.

Tyle wieków historii. I tyle sekretów.