Zapraszamy na pasjonujący wywiad z Justyną Polaszek autorką książki "Walka o Orgonit".

Ostatnio, nasza noblistka Olga Tokarczuk, stwierdziła iż jej zdaniem powieść to jeden z największych wynalazków człowieka, gdyż jest to wyrafinowany sposób komunikacji międzyludzkiej. Czy uważasz, że literatura może być "drogą" do naprawy świata - nawiązując do książki - może uwolnić go od manipulacji i kłamstw, być swoistym orgonitem dla ludzkości?
Oczywiście, że tak, jak najbardziej się z tym zgadzam! Powiedziałabym nawet, że przede wszystkim literatura, zresztą mamy wiele przykładów z naszej historii, gdy Polski zabrakło na mapie świata wielu pisarzy czy innych artystów starało się ujmować w swoich dziełach kulturę polską – Na przykład "Chłopi" Reymonta, Trylogia Sienkiewicza i wielu innych, opisywali nasze dziedzictwo, na którym potem, mimo zaborów wzrastała nasza polska świadomość narodowa. Chociażby kontrowersyjna premiera "Dziadów" Mickiewicza w Warszawie w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, co stało się przyczyną zamieszek, w wyniku czego na jakiś czas zakazano wystawiania tego dzieła, ponieważ ta sztuka uderzała w naszych oprawców. Wówczas było to naszą jedyną bronią, nie sposobem by atakować kogokolwiek, tylko obrony naszej kultury i polskości.
Również dzisiaj, literatura może być ważnym narzędziem w obronie pewnych wartości. Właśnie z taką intencją tworzyłam książkę. Pragnąc informować o zjawiskach, które ingerują w otaczającą nas rzeczywistość, o których nie mówi się oficjalnie, których tematu unika się wręcz w debacie publicznej - o tym, że manipuluje się nami, całymi społeczeństwami, wpycha się nas w pewne kanony zachowań i programów, które są wygodne dla osób posiadających władzę.
Więc tak, oczywiście. Podpisuję się pod tym stwierdzeniem. 

Skąd w ogóle pomysł na powieść o takiej tematyce?

Książkę zaczęłam pisać 4 lata temu. Napisanie powieści było zawsze moim marzeniem. Niestety w moim życiu nigdy nie było na to czasu, ale w pewnym momencie, rzeczywiście już mogłam się tak zorganizować, by móc zacząć spełniać swoje marzenia. Rozpoczęłam od pierwszego rozdziału, który napisałam mając pewną koncepcję tylko w zarysie. Chciałam pisać o tym, czym się interesuję, czyli o psychotronice. W międzyczasie trafiłam na materiały w telewizji niezależnej Pana Janusza Zagórskiego dotyczące nowej technologii
mind control, czyli kontroli umysłu. Były to pierwsze nagrania z Panią Ewą Pawelą, a potem zaczęłam to krok po kroku śledzić i poszukiwać większej ilości informacji. W ten sposób, kiedy już się zaznajomiłam z tematem, siadając do kolejnych rozdziałów, cała akcja i fabuła tej książki zaczęła kręcić się wokół mind control.

Pisanie dla Ciebie jest sposobem na życie czy raczej jest to ucieczka od codzienności?

Nie uciekam od codzienności. Wręcz przeciwnie, bardzo lubię życie. Bardzo mnie ono ciekawi, fascynuje. Jest tyle niesamowitych rzeczy, które można każdego dnia przeżywać, badać, zdobywać informacje. Tym bardziej, że w dzisiejszych czasach mamy doskonałe narzędzie w tym celu - internet. Możemy siedzieć w domu z herbatką i swobodnie zbierać informacje, praktycznie z całego świata. Oczywiście znając języki obce, co zrozumiałe, a nawet jeżeli nie znamy ich, to przecież są pasjonaci z każdego praktycznie zagadnienia, którzy chętnie robią tłumaczenia, a potem udostępniają je w sieci.
Wracając do pytania. Moje pisanie to pasja. Marzenie, które dotychczas nie było w żaden sposób skonkretyzowane. W Liceum lubiłam sobie coś napisać, ale nie publikowałam, ani nie pokazywałem tego nikomu. Robiłam to raczej, z jakiejś ciekawości własnych możliwości, która jest charakterystyczna dla okresu młodzieńczego. I właśnie wówczas, te pierwsze próby pisarskie nastąpiły, ale nie było to nic spektakularnego. Natomiast w momencie, w którym zaczęłam interesować się tematem mind control poczułam potrzebę podzielenia się z innymi tą informacją, ponieważ bardzo mało wiemy o tym zjawisku. Z drugiej strony uważam, że każdy ma prawo o tym wiedzieć. Jest to, taka moja moralna potrzeba powiedzenia innym, że kontrolowanie naszych myśli jest, jak najbardziej możliwe. Trudno jest rozmawiać o czymś, kiedy nie mamy, ani wiedzy, ani też świadomości, że takie zjawisko ma faktycznie miejsce w rzeczywistości, a nawet jeżeli wiemy, to taka rozmowa jest bardzo trudna. Dlatego powstała ta powieść. Chciałabym, aby problem mind control stał się tematem społecznej dyskusji i analizy.

Doprecyzowując, Twoim zdaniem, temat ma swoje "korzenie w rzeczywistości" nie jest to całkowita fikcja?

Tak, w mojej ocenie po przebadaniu tego zagadnienia. Natomiast, na ile jest to prawdziwe, to odsyłam czytelników do programów o
mind control w niezależnej TV, Janusza Zagórskiego. Można tam znaleźć wiele interesujących informacji potwierdzających istnienie tego zjawiska. W tym temacie trudno jest nam samym dojść prawdy, nie zajmujemy się przecież badaniem takich rzeczy. Niezależni dziennikarze starają się przybliżyć nam ten problem, moim zdaniem, naprawdę w całkiem rzetelny sposób.
Kiedy poznałam temat kontroli umysłu, moja percepcja ustawiła się na to, żeby poszukiwać w rzeczywistości przykładów, które mogły potwierdzić fakty z przestudiowanych materiałów i o dziwo, trafiałam na pewne opisy zdarzeń wśród znajomych, które mogły się łączyć z mind control.

A czym jest właściwie wspomniana technologia mind control?

Technologia
mind control czyli technologia kontroli umysłów, wykorzystuje promieniowanie elektromagnetyczne do wpływania, w sposób celowy na ludzkie myśli, emocje, zachowania i fizjologię. Krótko mówiąc, doszło już do takiego momentu w naszej cywilizacji, że można wywołać w umyśle człowieka konkretne obrazy, słowa, a także zmieniać funkcjonowanie jego organów wewnętrznych.
Bardzo długo zastanawiałam się, na ile jest to możliwe. Generalnie, logicznie rzecz biorąc, jeżeli my dzisiaj jesteśmy otoczeni elektroniką, każdy z nas ma komórkę, osobistego PC-ta, nie wspominając o innych urządzeniach np. lodówki które do nas same gadają (śmiech). To wyobraźmy sobie, że to są miliardy różnych informacji w postaci zapisu elektronicznego, to wszystko odbywa się drogą wi-fi, więc jest to pewien uporządkowany strumień cząsteczek, bo w jakiś sposób ta informacja musi być przeniesiona, prawda? Więc, transport odbywa się za pomocą fal elektromagnetycznych z jednego urządzenia nadawczego do drugiego, które odbiera strumień danych. Faktem jest, że nasze ciało, a w tym również mózg jest biologicznym laboratorium, w którym zachodzą, tylko w jednej sekundzie, miliardy różnych reakcji chemicznych, Jesteśmy biologicznym komputerem. Zresztą, zasada konstruowania pierwszych komputerów właśnie opierała się o budowę mózgu ludzkiego. Odbieramy otaczający nas świat dzięki naszym receptorom, ale to mózg przetwarza informacje. Na przykład, nie widzimy obrazów poprzez oczy. Oczy są tylko receptorem, który odbiera częstotliwości fali świetlnej, a te dostając się na naszą siatkówkę przesyłane są dalej do mózgu, w którym powstaje obraz. Cóż za problem w laboratoryjny sposób, wytworzyć falę z konkretną sekwencją obrazu, jaki chcemy wywołać pobudzając nawet nie siatkówkę oka, tylko ośrodki w naszym mózgu, które podobnie jak w procesie widzenia wywołają, pod wpływem promieniowania elektromagnetycznego, pożądany efekt, czyli widok, którego wcale nie zarejestrował zmysł wzroku? Czy możemy w tym momencie być świadomi tego całego procesu oraz tego, że to na co właśnie patrzymy wcale nie istnieje na prawdę?

Jest to Twoja hipoteza na podstawie obserwacji otaczającego nas świata czy ma to potwierdzenie w badaniach naukowych?

Są badania na ten temat. Odsyłam czytelników na stronę Niezależnej TV, wspomniane programy z Panią Ewą Pawelą, która podaje konkretne źródła, głównie anglojęzyczne. Tam ta tematyka jest dogłębnie przeanalizowana w oparciu, właśnie o fakty naukowe. Moją rolą nie jest otwieranie nikomu oczu. Wiedza, z którą się dzielę jest pewną logiką myślenia na podstawie tego, co wiem na ten temat.
Jak powstają emocje w naszym organizmie? Jest to reakcja chemiczna naszego mózgu, która wywołuje w nas określony emocjonalny stan. Wystarczy podrażnić te gruczoły, które są za to odpowiedzialne. Zresztą, depresje leczymy chemicznie, biorąc leki sztucznie wywołujemy stany stabilności emocjonalnej. Czy nawet prosty przykład - alkohol. U większości zdrowych ludzi powoduje, oczywiście w odpowiednich dawkach, rozluźnienie i radosne pobudzenia. Oczywiście jeżeli nie pijemy ze smutku. (śmiech)... Ale nie o tym mówimy. Czyli emocja jest to reakcja chemiczna naszego organizmu. Jeżeli pobudzimy nasze organy odpowiedzialne, za te konkretne procesy za pomocą uporządkowanego strumienia elektronów, osiągniemy pożądany efekt. Wiązkę można tak skierować, aby stymulować konkretny gruczoł.
Od zarania dziejów cały świat się zbroił, to jest wielka pokusa by mieć możliwość wpływania na człowieka, na jego mózg, na jego zachowanie, to staje się rodzajem nowej broni, broni elektromagnetycznej. W związku z czym ta technologia została utajniona.

Pewnie, o ile istnieje lub o ile kiedykolwiek powstanie, będzie ukrywana. Jest to, z etycznego punktu widzenia, niedopuszczalne.

Z etycznego punktu widzenia, tak. Ale czy z etycznego punktu widzenia dopuszczalne są wojny, obozy śmierci?

Słuchałam ostatnio wykładu doktora Aleksandra Woźnego, fizyka jądrowego, który opowiada o ciekawym badaniu wykonanym w Szwajcarii w 1965 r. przez Narodowy Instytut Statystyczny, gdzie przeanalizowano pod kątem wszystkich wojen naszą cywilizację zachodnią od czasów Starożytnego Sumeru, czyli 3200 p.n.e. do 1965 r. Statystycznie przez 5 tys. lat tylko 292 lata były spokojne dla ludzkości, bez wojen i konfliktów. Przez resztę tego czasu trwały wojny. I teraz ważna kwestia - Czy przeciętnego "Kowalskiego" interesują toczące się na całym świecie konflikty?

Jeżeli się toczą w bliskim sąsiedztwie, to pewnie tak.

Owszem tak, ze względu na możliwość zagrożenia poczucia bezpieczeństwa, ale nie dlatego, że przysłowiowy Kowalski o tym marzy. Godunow, Kowalski czy Schwarzwalder nie interesuje się tym, co dzieje się na świecie. Chcę w życiu robić to, co go absorbuje na co dzień, czyli zajmować się rodziną, pracą, rozrywką, a nie wywoływać konflikty zbrojne. Te są tylko w sferze zainteresowań rządzących. Więc skąd wojny, skoro wszyscy pragniemy pokoju?
I to jest ta wieczna manipulacja, o jakiej m.in. piszę w swojej książce. Tych przykładów są miliony, tylko my nie mamy ustawionej percepcji na postrzeganie tego w ten sposób, bo nikt nam przecież nie powie, że nas zmanipulował. Zwłaszcza w spokojnych czasach.

Mamy również na to dowody w przeszłości. Interesuję się historią. Związkiem przyczynowo - skutkowym. Historia lubi się powtarzać i faktycznie się powtarza. W dawnych czasach rządzili monarchowie, rodzinne klany, arystokracja, skupiona wokół władców i to oni, dzięki swoim ogromnym majątkom i niewolnictwu manipulowali ludźmi, żeby utrzymać swoją pozycję. Dziś jest to bardziej domena wielkich korporacji finansowych.

Nawiązując do tego, że historia lubi się powtarzać. Kira Radinsky, wraz z grupą naukowców stworzyła program który wykorzystuje technologię uczenia maszynowego, analizując dane z wielu źródeł: artykułów prasowych, Wikipedii czy wyszukań w Google’u, a następnie znajduje związki i powiązania pomiędzy wydarzeniami historycznymi. System opracowany przez Radinsky potrafił przewidzieć m.in. zamieszki w Sudanie, wybuch epidemii cholery na Kubie w 2013 r. czy wzrost cen iPadów po wielkim trzęsieniu ziemi w Japonii w 2011 roku.

No tak, to bardzo ciekawe. I możliwe.

Odchodząc trochę od zawartej w powieści materii nazwijmy to technicznej, mnie osobiście jako trochę niepoprawnego romantyka, zaciekawił pojawiający się w powieści wątek miłości romantycznej - mężczyźni tracą swoje partnerki z przyczyn różnych. Jednak z upływem lat uczucie nie gaśnie. Czy w obecnym świecie jest miejsce na miłość? 

Tak, to bardzo fajny wątek. Jestem z pokolenia dla którego rodzina, ten emocjonalny związek partnerów, to największa wartość. Natomiast obserwując ludzi młodych zauważalny jest pęd do krótkich związków, kiedy ta intensywność przeżywania jest bardzo szybka, ale nie mnie to oceniać. Jednak myślę, że każdy z nas tęskni za uczuciem i chce być kochany, tak na zawsze, jak w mojej powieści. My jesteśmy przede wszystkim duchem, a nie ciałem.

Miłość buduje. A jakie uczucia są destrukcyjne dla człowieka?

Złość. Najpierw w człowieku rodzi się zwykle żal, a żal rodzi złość. A złość – nienawiść, która działa na nas destrukcyjnie i w końcu wywołuje strach. Jeżeli mamy żal, na przykład z takiego powodu, że ktoś nie zachował się tak, jak oczekiwaliśmy, albo nie jest taki, jak myśleliśmy, to taka sytuacja wzbudza w nas lęk, że może to się powtórzyć w relacji z kimś innym. Zaczynamy się bać sytuacji, które wywołują w nas takie emocje. W momencie kiedy pojawia się strach, bardzo łatwo nas zmanipulować. Wszystkie systemy, które wywierają na nas nacisk, bazują na naszym lęku. W korporacjach, w filmach, nawet w relacjach partnerskich, to właśnie strach jest najlepszym narzędziem do manipulacji. Na strachu opiera się właśnie
mind control, kiedy przestajesz ufać swoim zmysłom.


Czy człowiek w konfrontacji ze sztuczną inteligencją stoi na straconej pozycji? Czy jednak jest dla ludzkości nadzieja?

Bardzo bym chciała, aby tak nie było. To jest moja wiara. Mam taką nadzieję, że tak się nie stanie, ale tego nie wiem. Logicznie rzecz biorąc, sztuczna inteligencja, w momencie, w którym pojawi się w naszym życiu, a przecież w ośrodkach badawczych eksperymentuje się z tą technologią, to moim zdaniem, będzie to koniec naszej cywilizacji, gdyż nie sądzę abyśmy byli wstanie ją kontrolować.

Pewnie cywilizacji w obecnej nam znanej formie, tak...

Oczywiście wierzę w to, że człowiek poprzez swoją emocjonalność może górować nad sztuczną inteligencją, ale nie może jej kontrolować. To jest coś, co rzeczywiście może nam zagrażać.

Jest to taki trochę paradoks - tym czym przewyższamy sztuczną inteligencję to uczucia, czy raczej umiejętność odczuwania, a sztuczna inteligencja może pokonać ludzkość dlatego, że tych uczuć jest pozbawiona.

Dokładnie, sztuczna inteligencja nie będzie miała dylematu czy "wypada" zniszczyć człowieka, kiedy tylko wejdzie jej w drogę. Nie będzie tego rozważać z etycznego punktu widzenia. Dlatego to może stanowić dla nas poważne zagrożenie.

Napisanie powieści było marzeniem. Domniemuje więc, że książki towarzyszyły Ci od dzieciństwa.

Tak, oczywiście.

A więc zapewne masz swoich ulubionych autorów?

Mam ich wielu. Bardzo lubię polskich autorów, ale oczywiście czytuję też zagranicznych. Nie mam uprzedzeń. Natomiast, dlaczego polskich. Dlatego, że kulturowo są mi bliżsi. Lepiej potrafię się wczuć w fabułę, kiedy pisze się o sprawach, które mnie dotyczą. Lubię obyczajówkę. Lubię książki, które są oparte na prawdziwych historiach. Na przykład, powieść Pani Barbary Rybałtowskiej. Czteroczęściową, przepiękną opowieść opisującą losy polskiej rodziny od momentu wejścia na tereny wschodnie Armii Radzieckiej w 1939 r., wywiezienia ich na Syberię, a potem właśnie powrotu do, tak zwanej nowej Polski. Lubię też książki oparte na faktach historycznych, czytałam dużo Philippy Gregory. Trochę wątki z tajemnicą w tle, w stylu Carlosa Ruiza Zafóna, Paulo Coelho czyli książki z refleksją mocno skierowaną do własnego wnętrza. Ostatnio czytałam fantastyczną książkę Szostaka "Szczeniak". I oczywiście standardowa, kobieca literatura Małgorzata Kalicińska, Katarzyna Grochola. Wiadomo. 

Czyli, Twoim zdaniem w dobie internetu jest miejsce na książki?

Jak najbardziej, Oczywiście! W księgarniach jest ich pełno na półkach. Aczkolwiek, przyznam się szczerze, że odkryłam ostatnio audiobooki. Lubię czytać książki, ale audiobooki, dają tą możliwość, że jednocześnie można wykonywać inne zajęcia, na przykład nudne prace domowe. I to jest sympatyczne. Chociaż bardzo długo nie mogłam się do tego przekonać. Kupiłam niedawno Pana Radosława Lewandowskiego "Yggdrasil. Exodus". Bardzo ciekawa. Wysłuchałam i już zamówiłam drugą część. Jak widać, również i mnie ta elektronika zaczyna dominować (śmiech).

Jeszcze wracając do Twojej książki. Czy w chwili rozpoczynania pisania jej zakończenie było już wiadome czy powieść "żyła" i się rozwijała w trakcie pisania.

Ona sobie żyła swoim życiem. Niejednokrotnie miałam jakiś plan siadając do pisania, a potem wychodziło zupełnie coś innego. Nie wojowałam z tym. Jeżeli jakaś koncepcja rodziła się w trakcie pisania, podążałam za nią. Byłam ciekawa, dokąd mnie to zaprowadzi. Na końcu, było to dla mnie dużym zaskoczeniem, że to wszystko, tak pięknie złożyło się w jedną całość.

A jaki był najprzyjemniejszy moment w trakcie tworzenia książki. Właśnie etap pisania, czy oddawanie do druku, otrzymanie pierwszej wydrukowanej wersji, czy może teraz okres promocji i spotkania z czytelnikami? 

Wszystko było dla mnie pasjonujące. W porównaniu z moją pracą biznesową, którą wykonywałam właściwie przez całe dotychczasowe życie, która też jest fajna i ciekawa, ale jak wiemy rutyna zabija, więc od momentu, w którym zaczęłam pisać, zaczęło mnie to pochłaniać. Właściwie miałam wrażenie, że ja tej książki nie piszę tylko czytam - autentycznie - tak świetnie się bawiłam, podobnie jak podczas czytania książek. Sam proces wydawniczy też był niesamowity, Później praca nad poprawkami. Niektórzy autorzy mówią, że najgorszy moment w  życiu to, gdy musisz po raz drugi przeczytać swoje dzieło. Dla mnie to też było bardzo przyjemne.

Na treść książki odcisnęło jakieś piętno Twoje życie osobiste?

Myślę, że pisarz nie może się całkiem odłączyć od treści swojego dzieła. Zawsze są jakieś elementy, zdarzenia z życia osobistego, ale akurat w mojej książce nie jest to jakiś konkretny wątek. Na szczęście nie jestem ofiarą
mind control, ale w powieści zawarłam wiele swoich przemyśleń odnośnie odwiecznej manipulacji, sztucznej inteligencji i technologii kontrolowania umysłów.

W sklepach czuć świąteczny nastrój. A u Ciebie przygotowania świąteczne już trwają?

Święta są dopiero za dwa miesiące... (śmiech). Ale rzeczywiście ostatnio myślałam już o świątecznym wystroju, jednak to jeszcze nie ten moment. Nie celebruję świąt w jakiś spektakularny sposób. Święta oczywiście uwielbiam i cenię sobie świąteczną, rodzinną atmosferę.

A jak byś ostatecznie, w trzech zdaniach,  przekonała czytelników do przeczytania Walki o orgonit.

Walka o Orgonit jest to thriller od początku do końca trzymający w napięciu. Jest wiele ciekawych wątków, nie tylko dotyczących spraw manipulacji i
mind control, ale są tak, jak tu już wspominaliśmy wątki liryczne, które dodają uroku mojej powieści oraz piękne przesłanie, że nasze ludzkie emocje są silniejsze od tego, co od wieków dzieje się wokół nas, dzięki czemu możemy przetrwać i czuć się szczęśliwymi w dzisiejszym świecie.

A czy w planach jest jakieś spotkanie dla czytelników?

Tak, spotkanie autorskie odbędzie się 28 listopada 2019 r. o godzinie 17:00 w Czytelni Biblioteki Miejskiej w Chojnicach, organizowane przez księgarnie Między Kartkami, także zapraszam serdecznie.

A druga część już "się pisze"?

Nie, jeszcze się nie pisze, ale jest w planach. To zależy od tego, czy książka rzeczywiście się spodoba i będzie duże zainteresowanie. Wszystko w rękach czytelników. Jeżeli tak, książka się napisze, jeżeli nie, no cóż, mam wiele innych marzeń do spełnienia, które czekają w kolejce (śmiech).

Dziękuję za wywiad.

Dziękuję również za wywiad.

Publikacja dostępna jest w księgarni internetowej zaczytani.pl.