Mroczna tajemnica kopalni Wujek. Tego nigdzie indziej nie przeczytacie.

Mimo że od tamtych wydarzeń minęło już tyle lat AZ nadal obawia się o swoje bezpieczeństwo. Ale się przemógł, skontaktował się, poprosił o spotkanie. Zażądał jedynie, by zachować w tajemnicy jego personalia. Czynimy zadość temu życzeniu.

16 grudnia 1981 r. AZ był chory. Miał anginę. Dlatego nie poszedł do pracy. Dodajmy tu, że AZ mieszkał w dziesięciopiętrowych wieżowcach przy ul. Mikołowskiej, graniczących z terenem kopalni Wujek. Jego mieszkanie znajdowało się na najwyższym piętrze.

AZ był z okien swojego mieszkania widział, jak wokół kopalni zajmują pozycje jednostki milicji i wojska. Obserwował to z okien swojego mieszkania. W tym dniu na piętrze był sam. Usłyszał ruch dźwigu windy. Winda zatrzymała się na najwyższym piętrze. Słychać było, jak otwierają się drzwi, następnie kroki. AZ nie słyszał klucza wkładanego do zamka, ani otwieranych drzwi. Zaciekawiło go to. Wyjrzał z mieszkania i się zdumiał.

Na klatce schodowej stał mężczyzna, który zdaniem AZ wyglądał jak z innej epoki. Spodnie jak bryczesy. Na spodnie wyciągnięte grube skarpety czy getry. Czapka z daszkiem również starego typu. A w ręce długi futerał. Dlatego AZ pomyślał, że ma do czynienia z muzykiem.

- Czy mogę w czymś pomóc? – zapytał.

- Szukam państwa… - tu „muzyk” wymienił jakieś nazwisko. AZ uprzejmie odparł, że tu nikt taki nie mieszka. „Muzyk” przeprosił, powiedział, że musiał pomylić adresy, pożegnał się i wszedł do windy, po czym zjechał na dół.

Następnie ze swojego mieszkania AZ ponownie usłyszał, jak winda wjeżdża na 10-te piętro. Ale już nie wyglądał z mieszkania. Jednak sprawa dziwnego człowieka z długim futerałem i w dziwnej staromodnej odzieży, bardzo AZ nurtowała. Pod koniec dnia, gdy poczuł się nieco lepiej, wyszedł na klatkę schodową i zobaczył, że otwarte jest okno, z którego można wyjść na dach. Bloki przy Mikołowskiej taką mają konstrukcję, że na dach się wychodzi przez okno na klatce schodowej.

AZ wyszedł i na skraju dachu zobaczył coś bardzo dziwnego. Zalegało tam sporo śniegu. I od strony kopalni Wujek AZ zobaczył uformowaną kołyskę. Stanowisko strzeleckie.

Jak wszyscy wiemy, całe lata trwał proces milicjantów z plutonu specjalnego oskarżonych o strzelanie do górników. Proces miał charakter poszlakowy, a w stan oskarżenia postawiono członków plutonu specjalnego, którzy po 16 grudnia 1981 r. sporządzili raporty ze zużycia amunicji. Mylnie określa się ich mianem zomowców. Owszem, wraz z wprowadzeniem stanu wojennego, zostali wcieleni w skład pułku manewrowego ZOMO, lecz byli to antyterroryści.

Na ławie oskarżonych posadzono tylko wybranych funkcjonariuszy. Prokurator odstąpił od postawienia zarzutów wobec tych, którzy szli na współpracę. Nie wiadomo było, którzy strzelali do ludzi, którzy ranili, którzy z funkcjonariuszy oddali zabójcze strzały. Dlatego oskarżono ich o udział w bójce.

W czasie procesu wyszło na jaw, że co najmniej dwóch z nich na pewno niesłusznie oskarżono. Pierwszy zachorował na cukrzycę. Podczas pacyfikacji kopalni Manifest Lipcowy miał atak i cały ten szturm przesiedział w milicyjnej suce. Na pacyfikację Wujka nie pojechał. Pod koniec procesu nawet oskarżyciele posiłkowi apelowali, aby jego sprawę umorzyć, lub go uniewinnić. Był również drugi, który na pewno nie mógł strzelać do górników, gdyż cały szturm przesiedział na Muchowcu, czekając na rozkaz desantowania kopalni z helikoptera. Rozkaz nigdy nie padł, ale on trafił na ławę oskarżonych i został nawet skazany.

Świadkowie wskazywali, że do górników strzelali również inni ludzie – wojskowi, bądź osoby przebrane w mundury wojska. Świadkowie, którymi byli m. in. górnicy. Ktoś w mundurze oficera wojska stać miał w gaziku i strzelać z pistoletu trzymanego oburącz. Ktoś inny stać miał na pancerzu czołgu i strzelić lub strzelać z karabinu.

Strzelano nie tylko do tych, którzy zginęli. Było również wielu rannych. Okazało się później, że strzały były bardzo precyzyjne. Wiele w klatkę piersiową oraz w głowę. Były również przestrzeliny na wylot. To wskazywać mogło na udział w operacji snajperów.

Kto strzelał do górników? Odbyło się kilka procesów, przed laty Sejm powołał komisję śledczą. Ale na to najważniejsze pytanie – mimo wyroku skazującego – odpowiedzi nie znamy.