Chyba od samego początku jej istnienie wzbudza kontrowersje. Mowa o utworzonej w 1997 r. nowej formacji mundurowej, czyli straży gminnej. Czy jest potrzebna?

Policja samorządowa, policja miejska, albo - bardzo uczenie – policja municypalna istniała już w średniowieczu. Każdy zapewne kojarzy obrazy zbrojnych w halabardy, strojnie odzianych mężów, patrolujących miasta. Kto z nas nie pamięta z dzieciństwa wierszyka: „Już dziesiąta na zegarze, gaście światła gospodarze, strzeżcie ognia i złodzieja, chwalcie Boga dobrodzieja”.

Już wtedy strażnicy miejscy nie byli lubiani. Mało kto wie, że współczesne słowo „drab” pochodzi od dawnego określenia strażnika miejskiego. Strażnik miejski zwany był drabantem. W skrócie drabem.

Powszechnie nielubiana straż miejska, czy w mniejszych miejscowościach straż gminna, zyskała tę nieciekawą opinię nie z własnej winy. Samorządy terytorialne traktują tę umundurowaną, policyjną formację, jak kolejny wydział czy referat urzędu, a zarazem jak zakład podlegający gminie, który musi na siebie zarobić. W budżetach gminnych są więc zapisy, że zaplanowane wydatki straży miejskiej w ciągu roku wyniosą tyle a jej dochody tyle. A jakie są te „dochody”. Przecież to wpływy z mandatów.

I stąd się wzięła ta cała patologia, która sprawiła, że w całej Polsce straże miejskie i gminne zamieniły się w straże parkingowe. Zamiast zajmować się sprawami ważnymi, strażnicy prawie cały wysiłek kierowali w to, by upolować jak najwięcej kierowców.

A przecież straż miejska jest potrzebna, jeśli tylko prawidłowo ją wykorzystać. W lutym przy ul. Śląskiej w Katowicach ktoś pozostawił wielkie beczki zawierające trujące chemikalia. Strażnicy ustalili właściciela beczek i trujących substancji. Zasiądzie na ławie oskarżonych. I słusznie. Mógł doprowadzić do skażenia terenu. Straty byłyby ogromne, zarówno te finansowe, jak i związane ze szkodami wyrządzonymi przyrodzie.

Dlatego my nie potępiamy samej idei istnienia straży miejskiej. Chcielibyśmy tylko, by była ona odpowiednio wykorzystywana. Aby służyła mieszkańcom, miast ich gnębić. Czy tak jest w Katowicach? My mamy swoje zdanie na ten temat, nie chcemy go nikomu narzucać. A co sądzicie wy?