Ten koniec kontroli biletów to wcale nie jest miła wiadomość dla pasażerów. W śląskich autobusach i tramwajach nie będzie biletów. A kanary i niespodziane kontrole pozostają. Ale jest to niemiła wiadomość z innego powodu - zmuszani jesteśmy do nabycia plastikowych kart przypominających karty płatnicze.

Z autobusów i tramwajów jeżdżących po Katowicach i innych miastach naszego regionu od dziś znikają papierowe bilety (na razie nie wszystkie, lecz znacząca większość). Wielka rewolucja niestety nie obejmuje opłat za podróż komunikacją miejską, nalotów na pasażerów i kar za brak potwierdzenia opłaconego przejazdu.

Choć przyznajmy, że są szczytne wyjątki. Ruda Śląska na przykład postanowiła zlikwidować opłaty za przejazd komunikacją miejską dla uczniów. Miasto chce ją wprowadzić jak najszybciej, na przeszkodzie stoją jakieś rozwiązania natury prawnej. Tak przynajmniej twierdzi nasz regionalny przewoźnik, KZK GOP. Bezpłatną komunikację dla mieszkańców wprowadziły już Łaziska Górne. Wcześniej Żory i Ornontowice. Te ostatnie musiały się z tego wycofać, ponieważ zapadł wyrok, że gmina musi zwrócić Jastrzębskiej Spółce Węglowej niesłusznie pobrany podatek od nieruchomości. Przy okazji widać, jak sytuacja górnictwa wpływa na sytuację wszystkich mieszkańców regionu.

Wspomniana wielka rewolucja polega na wycofaniu większości papierowych biletów przez KZK GOP. W tradycyjnej formie pozostanie tylko ten, który uprawnia do pojedynczego przejazdu. Wszystkie inne zastępuje Śląska Karta Usług Publicznych (ŚKUP). Już od dziś.

1 maja wycofane zostają następujące bilety komunikacji miejskiej: 24- i 48-godzinne, 5-, 7- oraz 14-dniowe, wakacyjne, na okaziciela i kwartalne. W późniejszym terminie ŚKUP zastąpi bilety miesięczne.

Po co ta rewolucja? Wcale nie chodzi o ekologię i o ochronę lasów. Sami urzędnicy przyznają, że chodzi o to, aby nadać sens projektowi pod nazwą Śląska Karta Usług Publicznych. Na ten kawałek plastiku wydano gigantyczne pieniądze, bo aż 190 mln. zł. Tylko okazało się, że ludzie tego kawałka plastiku nie potrzebują i nie chcą.

ŚKUP, mająca formę karty płatniczej, w założeniu zastąpi bilety parkingowe, wejściówki do teatrów i sal koncertowych oraz właśnie bilety komunikacji miejskiej. Na projekt zrzuciło się 21 miast i gmin katowickiej metropolii. I wszystko byłoby fajnie, gdyby ktokolwiek był tą kartą zainteresowany. Tymczasem było inaczej.

Choć ŚKUP istnieje już jakiś czas to wydano zaledwie 32 tys. kart tego systemu. A przecież, wedle oficjalnego komunikatu, projekt ŚKUP to "system informatyczny o nowych możliwościach i dużym zasięgu. Szacuje się, że docelowo kartą ŚKUP posługiwać się będzie 700 tys. osób. To jeden z największych projektów tego typu na świecie (podobne realizowane są w Londynie, Hongkongu i Singapurze)".

I wcale nie jest to tak nowoczesny projekt, by porównywać go z rozwiązaniami z przytoczonych metropolii. Kartę ŚKUP trzeba rejestrować w czytniku przy każdym wejściu do autobusu lub tramwaju. Jeśli o tym zapomnimy, to nawet mając ją przy sobie, zostaniemy potraktowani jak gapowicz. To, rzekomo nowocześniejsze rozwiązanie, jest znacznie bardziej niewygodne niż tradycyjny kartonik biletu okresowego, który wystarczyło po prostu mieć przy sobie.

No i oczywiście ŚKUP trzeba doładowywać w systemie przedpłat. Czyli należy również pamiętać i o tym, by na karcie były jakieś środki.

W autobusach i tramwajach są już odpowiednie czytniki. Wszędzie dostępne są również informacje o tym, jak z kart korzystać. Lepiej uważnie je przeczytać, aby nie narazić się później na przykre niespodzianki.

Przepraszamy was za ten brzydki skrót. ŚKUP nam się nieładnie kojarzy i musimy coś wymyślić, aby go zmienić. A może wy wpadliście już na bardziej sensowną nazwę?