Bakterie kałowe w suplementach diety. Substancje rakotwórcze i inne, stwarzające bezpośrednie zagrożenie dla życia. Szokujące wyniki kontroli tego, co się sprzedaje w naszym kraju jako preparaty prozdrowotne.

Jesteśmy przekonani, że suplementy diety wspomagają organizm, przydają nam witalności i zdrowia. Temu przecież służą. Sprzedawane w postaci tabletek, płynów czy proszków. Mają rzekomo zbawienny wpływ na nasze zdrowie i nasze samopoczucie. Lecz czy tak jest rzeczywiście? Najwyższa Izba Kontroli wzięła pod lupę preparaty sprzedawane jako suplementy diety. Wyniki kontroli budzą przerażenie.

W kilku próbkach suplementów diety z grupy probiotyków stwierdzono obecność niewykazanych w składzie szczepów drobnoustrojów. W kolejnych kilku próbkach poddanych badaniu stwierdzono niższą, niż deklarowana na opakowaniu, liczbę bakterii probiotycznych. Co więcej, w jednej próbce wykryto zanieczyszczenie produktu - obecność bakterii chorobotwórczych z grupy Enterococcus Faecium, czyli tzw. bakterii kałowych.

Ich obecność stwarzała poważne zagrożenie dla zdrowia, a nawet życia konsumentów. W związku z tą sprawą NIK poinformowała Głównego Inspektora Sanitarnego o stwierdzeniu bezpośredniego zagrożenia zdrowia i życia konsumentów. Do dnia 3 lutego 2017 r. z wprowadzonej do obrotu partii tego suplementu w ilości 165 327 opakowań (ponad 1,65 miliona kapsułek) wycofano z obrotu jedynie 16 317 sztuk opakowań (163 tysiące kapsułek), ponieważ pozostała część tego suplementu została sprzedana przed wynikami kontroli NIK.

W wyniku zawiadomienia skierowanego przez prezesa NIK do prokuratora generalnego, prokuratura wszczęła postępowanie w zakresie czynu polegającego na wprowadzeniu do obrotu zafałszowanego suplementu diety, szkodliwego dla zdrowia lub życia człowieka.

45 produktów zawierało składniki stwarzające niebezpieczeństwo dla konsumentów, gdyż mogły m. in. wykazywać właściwości alergenne i rakotwórcze, powodować zakażenia dróg oddechowych i moczowych, zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, przyczyniać się do powstawania ropni, zapalenia wsierdzia, osierdzia, czasami zatruć pokarmowych. W związku z ustaleniami, jeszcze w toku kontroli Najwyższa Izba Kontroli poinformowała Głównego Inspektora Sanitarnego o stwierdzeniu bezpośredniego niebezpieczeństwa dla zdrowia lub życia ludzkiego.

W niektórych wykryto składnik wywołujący nowotwory. Stwierdził to powołany przez NIK biegły. Co więcej, z jego opinii wynika, że niektóre suplementy mogły wywoływać drażliwość, irytację, stany maniakalne, a także (chociaż rzadziej) depresję.

Wśród suplementów wykryto m. in. dopalacz. W jednym z suplementów diety NIK wykryła substancję pokrewną amfetaminie. Sprzedano łącznie 900 tys. tabletek tego produktu (w latach 2012-2016). Ten sam produkt zawierał jeszcze inną substancję psychoaktywną.

NIK skrytykowała nadzór farmaceutyczny, Ministerstwo Zdrowia oraz UOKiK za niewłaściwy nadzór rynku suplementów diety. Wnioski z kontroli NIK: "Rynek suplementów diety w Polsce ocenić należy jako obszar wysokiego ryzyka zdrowotnego, niedostatecznie zdiagnozowanego i nadzorowanego przez służby państwowe odpowiedzialne za bezpieczeństwo żywnościowe".

Nazw w raporcie NIK nie podano (w wersji upublicznionej). Niestety.