Pomylić pociągi – zmora każdego pasażera. Tymczasem PKP robią wszystko, by ludzie wsiadali do niewłaściwych pociągów. Przynajmniej na dworcu w Katowicach.

Pani Justyna prosiła nas o interwencję w tej sprawie. W czwartek miała jechać do Warszawy, gdzie studiuje. Zamiast na studia pojechała do Koluszek. Już z pociągu wysłała do naszej Redakcji maila w tej sprawie.

„Pomóżcie” - pisała - „Ktoś w PKP chyba upadł na głowę. A może ci, którzy podejmują decyzje na kolei, sami koleją nie podróżują? Inaczej nie wpadliby na coś takiego”.

Autorka maila została zrobiona przez kolej w przysłowiowego konia. Zaplanowała podróż tak, aby zdążyć na czwartkowe wykłady, zaczynające się na Politechnice Warszawskiej, gdzie studiuje, w okolicach godziny 10.00. Kupiła bilet na pociąg odjeżdżający o 6.48. W kasie dowiedziała się, że jest to słynne pendolino. Jeździła nim już nieraz, wiedziała więc jak wygląda. Weszła na peron czwarty, z którego pociąg wyruszał. Była godzina 6.30 rano. Pociąg już czekał na peronie. Poznała go po nowoczesnych wagonach, pomalowanych na niebiesko.

Na wszelki wypadek Justyna rzuciła okiem na elektroniczny wyświetlacz z informacją. Pociąg kończył bieg w Gdyni. Wiele razy jechała do Warszawy pociągami zmierzającymi do Gdyni. Uspokojona weszła do środka. Odszukała swoje miejsce. Usiadła, za chwilę zapadła w drzemkę.

Kiedy ją obudzono, pociąg znajdował się gdzieś za Sosnowcem. Najpierw dostała kawę, następnie odbyła się kontrola biletów.

Pani ma niewłaściwy bilet – poinformował ją konduktor.

Justyna zdziwiła się. Spojrzała na bilet, który jej podał konduktor i nierozumiejąc o co chodzi, wzruszyła ramionami.

Przecież wszystko jest jak należy. Bilet do Warszawy, na pendolino - powiedziala.

Tak. Ale my nie jedziemy do Warszawy. A ten pociąg to nie jest pendolino – odrzekł konduktor.

Na wyświetlaczu nad peronem była informacja, że końcowa stacja to Gdynia – zaprotestowała nasza czytelniczka. - Czyli musimy lecieć przez Warszawę.

I wtedy dopiero pani Justyna dowiedziała się, że kolej zrobiła ją w konia. Jej pociąg, oczywiście pomalowany na niebiesko i wyglądający nowocześnie, odjechać miał o 6.48, jak stało na rozkładzie jazdy, na jej bilecie i co zapewne wyświetliło się na tablicach w przejściach dworca oraz na peronie czwartym. Ale ona wsiadła do równie nowoczesnego pociągu, również pomalowanego na niebiesko i tak samo jak pendolino odjeżdżającego z peronu czwartego, tylko o kilkanaście minut wcześniej. Do pociągu odjeżdżającego o 6.39 do Gdyni, lecz nie przez Warszawę, a przez Częstochowę i Koluszki.

Nie wiadomo dlaczego PKP uparcie puszczają z tego samego peronu i mniej więcej o podobnym czasie pociągi, które pasażerowie często mylą. Podobnie bywa z pociągami do samej Warszawy. Zależnie od tego, jak PKP ułoży rozkład jazdy (zmieniany co pół roku) ludzie mylą tańsze pociągi z droższymi, albo droższe z tańszymi. Pół biedy, gdy wsiądzie się do tańszego. Ale za jazdę pendolino bez ważnego biletu płaci się krocie.

Kolejarze potwierdzają, że w Katowicach często dochodzi do pomyłek. Szczególnie wśród tych pasażerów, którzy sporadycznie podróżują do Warszawy. Stali bywalcy wiedzą bowiem, że trzeba uważać.

Natomiast Justyna zauważyła, iż kolej robi podobne numery na dworcu Warszawa Centralna wobec tych pasażerów, którzy chcą jechać do Katowic. Zdarza się, że z tego samego peronu i o podobnych porach odchodzą pociągi do Wrocławia. Tyle że jedne jadą przez Katowice i Gliwice, a inne omijają nasz region szerokim łukiem.

Czy coś da się w tej sprawie zrobić? Zbadamy, popytamy i napiszemy.